Jest dużo lepsze niż sprayowy pierwowzór, bo nie dewastuje. Można je łatwo zdjąć, ale w sumie po co?
Jest boskie!
Z angielskiego knitta, spotkałam się też z nazwą crochet graffiti. To nowy rodzaj city art‘u, zapoczątkowanego przez amerykańską artystkę Magda Sayeg. Zabawa w „włóczkowanie” miasta miała swój początek w 2005 roku w USA i szybko rozprzestrzeniła się na Europę i Azję.
W Nowym Jorku od jakiegoś czasu można napotkać „zaszydełkowane” drzewa, lampy, słupy, czy pomniki. Włóczkowi grafficiarze twierdzą, że celem ich prac jest ozdobienie szarego krajobrazu i wywołanie życzliwego uśmiechu na twarzach przechodniów.
Pomysł zyskuje szerokie grono sympatyków, bo jak już wspomniałam takie graffiti jest nieszkodliwe dla miasta. Stanowi także nie lada konkurencję dla działalności słynnego artysty-graficiarza Banksy’ego.
Również Polska ma swoich szydełkowych graficiarzy.
Ten pokryty radosną dzierganiną rower (prawy, dolny róg) to efekt pracy naszych rodaków. Twórcy rowerowego sweterka, który znalazł się na ul. Marszałkowskiej są nieznani. A szkoda, uścisnęłabym im dłonie!

























